Dzieci to mają dobrze
Czy zauważyliście, że mówienie czy myślenie o rzeczy, czynności, czymś, co miało miejsce w naszym życiu kiedy to coś w danym momencie nie ma miejsca nie przynosi takich samych efektów lub efekty, powiedzmy, bolesne? Jako, że piszę dość niezrozumiale postaram się Wam to wytłumaczyć.
Większość z Was z pewnością chociaż raz w życiu widziała tęczę. Chodzi mi o tęczę prawdziwą, nie o zdjęcie. Chociaż na upartego może być zdjęcie, ale musi być wyjątkowo ładne
W trakcie patrzenia na zjawisko tęczy byliście oczarowani zaś po miesiącu, podczas dyskusji z kolegą albo koleżanką mówicie: “Wiesz, widziałem/am przepiękną tęczę”. Czy czujecie się w takim samym stanie jak wtedy, gdy staliście na łące lub patrzyliście przez okno na piękno tęczy? Oczywiście, że nie!
A kiedy myślenie bądź mówienie o czymś może być bolesne? Na przykład wówczas, gdy jesteście głodni i zaczynacie mówić bądź rozmyślać o swoich ulubionych potrawach które w danym momencie są poza Waszym zasięgiem (wykonujecie ważne zadanie w pracy i nie ma czasu na przerwę, nie macie pieniędzy i tak dalej). Nie potrzeba widoku ani zapachu (na przykład kiedy przechodzicie koło fast fooda) abyście zaczęli czuć bolesne skurcze i napływającą ślinkę na myśl o pizzy, kotlecie, domowych gołąbkach, zapiekance albo sałatce wielowarzywnej.
Wielu z nas mówi: “Dzieci to mają fajnie!”. Z tym, że tak naprawdę po pierwsze już dawno nie jesteśmy dziećmi i ciężko jest nam się wczuć w bycie dzieckiem, po drugie nie ma koło nas dzieci. A zatem te słowa po trochu czujemy a po trochu ich nie odczuwamy, nie jesteśmy w innym świecie.
Dotarło to dzisiaj do mnie gdy stałam przed sklepem z grami komputerowymi, akcesoriami, sprzętem i tak dalej. Widziałam, jak jeden z pracowników – pracowników wewnątrz było trzech, klient jeden – otworzył stronę gdzie były gry online i wertował ją. Siedział do mnie plecami i miałam dość dobry widok. Niemniej jednak ciekawszy się okazał ten po mojej prawej. Dwie mamy z grupką dzieci (chyba trzy dziewczynki i jeden chłopczyk) wyszli ze sklepu ze słodyczami. Dzieciaki jednocześnie pochłaniając lody urządziły sobie mini wyścigi. Śmiały się, wariowały, były tak wyłączone od tego, co się poza nimi działo, takie radosne i wolne, że przez myśl mi wówczas przeszło właśnie: “Dzieci to mają dobrze”…
No ok, nie zawsze mają tak wspaniale. Dzieciaki, owszem, mają bardzo duże możliwości jeśli chodzi o uczenie się i szybko opanowują dany materiał. Ale różni je od dorosłych to, że dorosły wie, że musi iść do pracy bo nie będzie miał z czego utrzymać rodziny. Dziecko natomiast, tak jak każdy z nas, może mieć gorszy dzień i zupełnie nie ma ochoty iść na kurs angielski dla dzieci. Ciężej mu jest się przełamać, wytłumaczyć sobie, że nie powinno opuszczać ważnych zajęć. Pomóc może tylko długa i zrozumiała (a nie zarozumiała pod tytułem: “Ja w twoim wieku…”) rozmowa z pociechą. Czemu powinna pójść na te zajęcia pomimo, że tak bardzo jej się nie chce i jakie z tego będzie miała korzyści na przyszłość. Mobilizacja ze strony rodziców jest bardzo ważna.
Posted: September 3rd, 2009 under angielski dla dzieci.
Comments: none